//////

Archive for the ‘Toksyczne dzieciństwo’ Category

Dostroić się albo wyłączyć

Nawet jeśli rodzic i dziecko widzą się wzajemnie, istnieje następny czynnik mogący próby komunikowania się zakończyć fiaskiem: nieustanny hałas, powodujący, że dziecko przestaje słyszeć słowa rodziców. Na zewnątrz jest to szum ruchu ulicznego, zwiększający się z roku na rok, wewnątrz telewizor, w wielu domach grający niemal non stop. Istnieje wiele dowodów na to, że hałas spowalnia postępy w nauce (na przykład szkoły usytuowane w pobliżu lotnisk w testach kompetencji z reguły osiągają wyniki znacznie poniżej przeciętnej) – i to dotyczy także domów. Dzieci z rodzin, w których telewizor gra na okrągło, mają mniejsze szanse na opanowanie umiejętności czytania w wieku sześciu lat. Któregoś dnia w parku spotkałam matkę z dzieckiem w wózku spacerowym. Była to matka z gatunku „troskliwych” – mówiła do dziecka, wskazywała na elementy mijanego pejzażu, wiewiórki, drzewa, mojego teriera („zobacz, piesek”), tymczasem siedzący w wózku synek byl kompletnie nieświadomy tych prób nawiązania kontaktu. Zwrócony do matki plecami, nie widział nawet, w którym kierunku ona patrzy, trójkąt zatem był przerwany. (tej próby komunikowania się były daremne, a słowa pozbawione znaczenia: ot, kolejny dźwięk wśród różnorodnych dźwięków, w żaden sposób nieprzyczyniający się do poznania świata.

Brak relacji między współczesną matką i dzieckiem

Sądząc, być może, że dziecko jest bardziej stymulowane, kiedy przygląda się otaczającemu je światu, wielu rodziców używa nosidełek, w których dziecko spogląda w tym samym kierunku co osoba niosąca. Tego typu nosidełka wykluczają kontakt wzrokowy, przez co trójkąt wzajemności zostaje przerwany. Potem dziecko przesiada się do spacerówki, gdzie również siedzi odwrócone plecami do pchającego wózek; lekkie, składane spacerówki z reguły skonstruowane są w ten właśnie sposób, ponieważ dynamika ich konstrukcji wymaga, żeby ciężar dziecka znajdował się za przednimi kolami. Z pozoru może się wydawać absurdalne, aby coś tak banalnego jak model wózka miało wpływ na rozwój dziecka, ale wózek to po prostu kolejny składnik w toksycznej mieszance. Zanim około trzydziestu lat temu pojawiły się na scenie składane wózki spacerowe (jako odpowiedź na coraz powszechniejsze posiadanie samochodu), rodzice wozili swoje pociechy w staroświeckich wózkach, których kształt pozwalał im patrzeć na dzieci i mówić do nich. Z punktu widzenia niemowlęcia patrzenie na mamę i komunikowanie się z nią jest o wiele bardziej produktywne i stymulujące niż milczące przyglądanie się ruchliwej ulicy.

Peter Hobson

Także tutaj podsuwa pewne rozwiązania. Jego droga ku „kolebce myśli” prowadziła przez długoletnie badania nad autyzmem. Zdaniem tego uczonego genetyczny garnitur dzieci autystycznych uniemożliwia im poczynienie owych trzech spostrzeżeń opisanych powyżej. Autystyczne dziecko może się uczyć, jednak nie wspiera swojej nauki „ludzkim” zrozumieniem. Co więcej, Hobson zakłada, że kiedy w pierwszych osiemnastu miesiącach życia dziecku brakuje sposobności uczestnictwa w emocjonalnie satysfakcjonujących relacjach, nawet dziecko bez genetycznych obciążeń może mieć trudności z poczynieniem owych spostrzeżeń. Przytacza tu przykłady owych nieszczęsnych dzieci z domów dziecka w Rumunii z czasu reżimu Ceauęescu, wychowywanych bez prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem – procent zachowań zbliżonych do autystycznych był wśród nich znacznie wyższy, niż należałoby oczekiwać w zdrowej populacji.

Świadomość

Kiełkuje w dziecku to że ono samo i rodzic są dwiema odrębnymi jednostkami, oglądającymi ten sam fragment świata z dwóch różnych punktów widzenia – dziecko jest jednocześnie połączone z rodzicem i odseparowane od niego. To niezmiernie ważne spostrzeżenie, gdyż od niego rozpoczyna się nauka empatii. Jeśli odkrycia, że inni ludzie mają swój własny punkt widzenia, dokonuje się w przyjaznym otoczeniu w poczuciu emocjonalnego bezpieczeństwa, szansa, że w późniejszym okresie dziecko przeniesie empatię na większy krąg ludzi, jest znacznie większa.Drugim spostrzeżeniem jest rozpoznanie przez dziecko własnej perspektywy, różnej od perspektywy rodzica („Mama patrzy stamtąd, a ja patrzę stąd – to jest mój punkt widzenia”). Tym sposobem dziecko staje się świadome siebie jako myśliciela i ta intelektualna samoświadomość stanowi podwaliny racjonalnego myślenia i zachowania. Czy to nie wzruszające, owe miliony dziecięcych umysłów przez całe tysiąclecia doświadczające, każdy dla siebie, tego samego, spontanicznego rozeznania: „Myślę, więc jestem”?

Kolebka myśli

W 2003 roku profesor psychopatologii rozwojowej Peter Hobson opublikował pracę poświęconą relacjom rodzic-dziecko, w której – jeśli jego teza jest słuszna – uczynił taniec komunikacyjny prawdziwym centrum sterującym rozwojem dziecka. W swojej książce zatytułowanej The Cradle of Thought Hobson dowodzi, że zdolność dziecka do myślenia, rozumienia i rozumowania rodzi się z więzi emocjonalnej między dzieckiem a rodzicem i z ich komunikacyjnego tańca. Dla Hobsona ów taniec ma kształt trójkąta, którego jeden wierzchołek stanowi rodzic, drugi dziecko, a trzeci otaczający ich oboje świat zewnętrzny. Bezpieczne w obecności rodzica dziecko przygląda się światu, a potem rodzicowi, rodzic spogląda na świat później z powrotem na dziecko. Ich wzajemne spojrzenie na siebie potwierdza wspólne doświadczenie – oboje obejrzeli ten sam kawałek świata. Więź – relacja – komunikowanie się. Hobson jest zdania, że biorąc udział w emocjonalnie zakotwiczonym trójkącie wzajemności, dziecko czyni trzy ważne spostrzeżenia.

Taniec przemienia się w „rozmowę”

Na przykład matka mówi: „Zobacz, piesek”, a dziecko zwraca się w kierunku, w którym patrzy matka, spogląda na to, co ona pokazuje. Matka mówi: „Ładny piesek, prawda?”, i kiedy taka scenka powtórzy się kilkakrotnie, dziecko zaczyna kojarzyć futrzane stworzenie, które widzą oboje, ze słowem „piesek”. Któregoś dnia, kiedy będzie już miało dostateczną kontrolę nad wargami, językiem i strunami głosowymi (co zwykle następuje około dwunastego miesiąca życia), posunie się dalej i powtórzy słowo „piesek”, a zachwyt ze strony mamy zachęci je do próbowania nowych słów. Zanim to nastąpi, wkładem dziecka w „rozmowę” będzie uważne słuchanie, mowa ciała i radosny szczebiot, którym jednoznacznie wyrazi swoją aprobatę.
Wszystko to może brzmieć jak truizm, w rzeczywistości jednak jest to zupełnie wyjątkowa międzyludzka relacja, od której zależy nieporównanie więcej niż tylko nauczenie się, co to jest piesek. Rozpoznając intencje matki wskazującej na psa, dziecko uczy się czytać w jej myślach, a to jest umiejętność, której stworzenia niebędące ludźmi nie zdołały posiąść. Ludzki potencjał czytania w myślach stanowi obecnie przedmiot intensywnych badań neurobiologów, psychologów i filozofów – tego typu relacja rodzic-dziecko może nawet stanowić klucz do zrozumienia, w jaki sposób właściwie człowiek myśli.

Colwyn Trevarthen

Profesor z Nowej Zelandii, specjalista do spraw rozwoju dziecka, nazywa ową relację matka-dziecko „tańcem komunikacyjnym”. Oparta początkowo na fizycznej bliskości i kontakcie wzrokowym relacja jest decydująca w wytworzeniu więzi między matką a dzieckiem i powstawaniu u dziecka poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości. Im silniej dziecko związane jest ze swoim opiekunem, tym większe prawdopodobieństwo, że wyrośnie na zrównoważonego, pewnego siebie dorosłego. Jak utrzymuje psychiatra dziecięcy Robert Shaw dla prawidłowego rozwoju dziecka „więź jest równie istotna jak jedzenie i oddychanie”. Ów taniec komunikacyjny związany jest przede wszystkim z mową ciała – u gatunków społecznych, takich jak nasz, komunikowanie niewerbalne (kontakt wzrokowy, uśmiech, wyraz twarzy, wskazywanie i gesty) jest równie ważne jak mowa, a dziecko czerpie naukę z relacji każdego rodzaju. Matki w naturalny sposób przesadzają w okazywaniu uczuć i w gestach – często używając rytmicznych poruszeń i dźwięków jako części komunikacyjnego tańca – a niemowlęta odpowiadają tym samym, naśladując je. Choć na tym etapie rozwoju same nie potrafią jeszcze mówić, przyzwyczajają się do brzmienia mowy i nastrajają do niej swoje uszy i umysły.

Zobacz, przygląda ci się

Komunikowanie się zaczyna się z chwilą, kiedy nowo narodzone dziecko leży w ramionach matki i spogląda jej w twarz. (Oczywiście, nie musi to być matka – może być to także ojciec, któreś z dziadków lub opiekunów, wystarczy, aby była to osoba kochająca dziecko. Najczęściej jednak jest to matka, tak więc pozwolę sobie pozostać przy tej staroświeckiej terminologii). Niemowlęta są zafascynowane twarzami, a twarz matki przyciąga je szczególnie, gdyż kojarzy się z pokarmem, ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa. Matczyne uśmiechy, piosenki, przytulanie i dziecinne gruchanie podczas karmienia, przewijanie i kołysanie w ramionach nagradzane są pełnym adoracji spojrzeniem, odwzajemnionym uśmiechem i szczebiotem dziecka.

„Język akademicki”

Nie chodzi przecież o to, że dzieci nie rozumieją swojej mowy ojczystej albo że nie potrafią wyrazić swoich potrzeb. Przeciwnie, jeśli chodzi
pyskowanie lub „upominanie się o swoje prawa”, znacznie wyprzedzają pokolenia swoich poprzedników. Jednak nauka szkolna wymaga bardziej zaawansowanego języka, dla zrozumienia wyrażenia stopniowo coraz bardziej złożonych problemów. Większość dzieci poznaje ten bardziej zaawansowany język, ucząc się czytać i pisać. Czytanie wprowadza je w świat poszerzonego słownictwa i złożoności językowych, pisanie uczy posługiwania się językiem literackim. Te dwie umiejętności stanowią podstawę niemal całej dalszej nauki, a stopniowe opanowywanie sztuki pisania i czytania jest zapewne najbardziej krytycznym etapem dziecięcej edukacji